Przed Luśką spacery kojarzyły mi się głównie z wolnym przemieszczaniem się w rodzinnym gronie, z reguły po obfitym świątecznym obiedzie. Żeby się lepiej trawiło. Teraz już wiem, że na trawienie najlepsza będzie ziołowa nalewka, a spacery służą z goła zupełnie innym celom.
Francja, Fécamp
O Bosz, co to był za wyjazd… Nasza znajomość z Luśką wciąż była w fazie wzajemnego niuchania się (jakieś niecałe 3 miesiące od adopcji), więc każdy spacer wykraczający poza obszar łąk białołęckich stanowił nie lada przeżycie. A tu jeszcze takie boskie okoliczności przyrody! I rozdarcie pomiędzy wwiercaniem się wzrokiem w Luśkę (czy aby na pewno nic nie podjada?! czy nie czai się do niespodziewanego ataku na przejeżdżającego rowerzystę?!), a podziwianiem krajobrazów.
Z samego rana wyczerpaliśmy luśkowe baterie o co najmniej ¼ w dzikiej pogoni za piłką i spacerowym krokiem ruszyliśmy w kierunku miasteczka. Wyszło idealnie! Troszkę miejskiego lansu, troszkę morskiej bryzy i na koniec znajome klimaty polnymi dróżkami. Francuskimi, co prawda, ale czy to ważne po jakiemu krowa muczy..?







Hiszpania, Sierra Nevada
Los Cahorros de Monachil – 8 km malowniczej trasy spokojnie nadającej się dla średnich piechurów. Ruszyć tyłki trzeba raczej wcześnie rano, bo im później w dzień tym cieplej (maj) i mniej miejsc na niewielkim parkingu (podejrzewam, że cały rok). Wiszące mosty i mosteczki, szumiące wodospady, skalna dróżka wzdłuż koryta rzeczki, malowniczy wąwóz, wszędzie zielono – pięknie! Momentami małe utrudnienia, ale co to dla nas! Luśka zmieściła się na każdej skalnej półce, a my w najwęższych, najbardziej mrożących krew żyłach fragmentach drogi rzekę pokonywaliśmy wpław… na paluszkach. Druga opcja: szuranie na pupciach po półeczce. Preferowana przez większość, również przez mnie (wiem, na zdjęciu wyglądam profesjonalne, jednak sforsowanie przeszkody tym sposobem wymagało podhodowania troszkę dłuższych kończyn, tak więc zamiast czekać, aż podrosnę, użyłam niezawodnych czterech liter).






Fajnie jest w górach!

Polska, Dolina Czarnej Hańczy
Suwalski Park Krajobrazowy jako całość dosłowne powalił nas na łopatki. I na pewno tam wrócimy. Tym bardziej, że foto-story raczej kiepskie mamy, bo prawie cały sprzęt elektroniczny miał nas akurat TEGO popołudnia w nosie. A tak pięknie było! Ścieżka „Doliną Czarnej Hańczy” ma urocze 3,5 km, można więc zupełnie lajtowo podążać nią wolnym kroczkiem, robiąc sobie częste przerwy na napawanie się krajobrazem. Sielsko, spokojnie, zielono i nikogo na szlaku, a co najważniejsze Luśka właziła do wody! Sama z siebie! Wcześniej podejrzliwie spode łba obserwowała każdy zbiornik wodny – od kałuży po Atlantyk. Wbiegała tylko po piłkę i niczym futrzasta błyskawica ekspresowo wypadała na brzeg. A tu nagle taki przełom!





Niemcy, Berlin
No o Berlinie, to my możemy godzinami. Ale będziemy się streszczać. Jeden krótki spacerek z bardzo przyjemnym finiszem. Startujemy spod klimatycznego mostu Oberbaumbrücke, potem ruszamy wzdłuż Szprewy, oglądamy East Side Galerry i kończymy w mega psiolubnym miejscu – Holazmarkcie – na piwku, soczku, czy wegeburgerze. I człowiek syty i pies zadowolony. Po drodze sporo miejsc do wyciągnięcia się na trawce, kolorowo, przyjemnie, barki na rzece – idealne popołudnie w Berlinie!







Francja, Diuna
No tego to się chyba nikt z naszej trójcy nie spodziewał. Kemping, kempingiem, lasek sosnowy laskiem, aż tu nagle… Ojacię… góóóóóra piachu niczym Mont Balnc przed nami. Dune du Pyla. Dzięki prowizorycznym schodkom wspinanie poszło gładko. Na samą górę właziliśmy w sumie tylko my, za to z góry ku nam z radosnym piskiem turlało się co najmniej kilkoro maluchów. Na szczycie pusto. No więc zdecydowaliśmy się Luśka spuścić ze smyczy. Co to był za bieg! Samotny pies naprzeciw pustyni! Sama nie wiedziała czy biegać, czy kopać, czy się tarzać! I że sypie piach..? Jeszcze lepiej! Wydma Piłata ma prawie 3 km długości i 500 m szerokości. Przeszliśmy tylko niewielki jej fragment kierując się na skos, na dół, ku falom Atlantyku. Samo wybrzeże u podnóża wydmy nie zwaliło nas z nóg, ale sysyunie były, więc Luśka – zadaniowa spełniła się tropiąc te największe. A w drodze powrotnej wysoko nad głowami przelatywały nam paralotnie. Zjawiskowo było.










Polska – Warszawa – Szlak Golędzinowski
Do tego spaceru mamy ogromny sentyment. Jeszcze zanim w naszym życiu pojawiła się Luśka znalazłam tę trasę na stronie Pies w Warszawie i oczami wyobraźni widziałam jak spacerujemy nią z – w tedy jeszcze bliżej nieokreślonym – sierściuchem. Super miejsce! Samochód parkujemy tuż przy Wybrzeżu Puckim (dojazd komunikacją na stronie Zosi i Bonzo) i ruszamy wolnym krokiem wzdłuż brzegu wiślanego, od mostu Gdańskiego do Grota. Po drodze są zejścia na plaże i takie mini molo (betonowa płyta, pozostałość po stanowisku archeologicznym) i dużo trawy do pobiegania. Miejsce bardzo popularne wśród rowerzystów, ale w weekend nawet do 9 – 10 rano da się uniknąć tłoku. W tygodniu, ok 17 jest prawie pusto. Nasze absolutnie ulubione miejsce spacer. Planując dzisiejszy wpis okazało się, że fajnie byłoby jeszcze cyknąć parę fotek, tak więc z przyjemnością porzuciliśmy cotygodniowe klasyczne piątkowe sprzątania mieszkania i dawaj na Golędzinowski! Widok radosnej Luśki biegającej w promieniach popołudniowego słońca – bezcenny. A koty, nie zające, odkurzyć można i jutro.
p.s. Tak, wiem, że będę tego żałować…






Zima w mieście


Turbo-pies na wiosnę

I roztopy na wiosnę


Na luzie zostawisz samochód tuż przy wejściu na szlak

No daj!



Oooo i to jest dobra myśl :))) Luśka też zawsze chętna, jak coś ;)
(P.s. nie wiem jak mógł mi umnknąć Twoj komentarz! Dopiero dziś go przeczytałam! Gapa ze mnie, wybacz! Buziaki)
Oj tam Bartrosz, Luśki nie znasz, zmieniłbyś zdanie! Dogadalibyście się – ACDC to dla niej najlepsza kołysanka ;) Pozdrawiamy!
Fajne miejsca :) Nie jestem wielkim fanem psów, ale w takie miejsca na spacery mógłbym chodzić :)
Przede wszystkim bardzo fajny pomysł na post! Sama mam psa od prawie 12 lat i Massada widziała z nami sporo. Choć czasem ciasno jej z nami w samochodzie, bo duża urosła – wyjazdy są tym, czego nie może być bez niej. Luśka miała wielkie szczęście, że trafiła na Was! Śliczna Luśka i śliczna Pańcia:)). Chyba Wam razem dobrze:).
Bardzo dobrze! :) Już nie wyobrażamy sobie jak to było przed Luśką :) Buziaki dla Massady!
Nie mam psa, ale dla francuskiego spaceru chętnie bym wzieła psa znajomych na spacer :)
W sensie trenujecie do „chodzonego” Maratonu? :D
Nad kondycją trzeba pracować ;) Zawsze!
z całego zestawienia wybieram spacer w Hiszpanii… lubie tego rodzaju klimatu, nawet bez psa :)
A to tylko jedna z masy świetnych tras po Sierra Nevada!
Wasze najlepsze spacery sprawiają, że wstyd mi z moim burkiem iść w pola, ech szczęśliwa ta Wasza Luśka! :)
Luśka pola lubi najbardziej! :) A to, czy francuskie czy białołęckie to chyba ma dla niej mniejsze znaczenie… :)