Praca zdalna – czego nauczyliśmy się po roku pracy w domu i w podróży?

Jak wygląda nasza praca zdalna i czy praca z domu i w podróży to dobry wybór dla każdego?

Od roku mniej się denerwuję, nie mam wrażenia, ze wciąż tracę czas, a życie ucieka mi między palcami. Spotykam się tylko z ludźmi, z którymi naprawdę chcę się spotkać, lepiej się odżywiam, chodzę na dłuższe spacery z Lu i wywaliłam z szafy połowę zupełnie zbędnych ciuchów, które były „do pracy”.

Od roku pracuję też zdecydowanie więcej niż na etacie, nie mam płatnego urlopu, musiałam przyzwyczaić się do nieregularnych wpływów na konto i aktywnego starania o kolejne copywriterskie zlecenia (chociaż miedzy nami mówiąc, wciąż idzie mi to dość opornie.. ughh..).

Czego nauczyłam się przez ten rok?

Chodź, opowiem Ci jak nasza praca wygląda od podszewki.

Jak pracuję się zdalnie?

Michał jest front-end developerem, pracuje dla jednej firmy i od poniedziałku do piątku w godzinach 10:00-18:30 musi być dostępny przed kompem. Ma normalny, płatny urlop.

Ja, jako copywriter, pracuję realizując zlecania. Parę z nich jest cyklicznych, inne pojedyncze, wpadają bardzo różnie. Czasem jest ich naprawdę sporo, czasem nie mam żadnych propozycji i sama muszę starać się o nowe. Piszę teksty na strony internetowe i blogi, do newsletterów i na kanały SM, tworzę teksty reklamujące produkty w sieci, w prasie i na ulotkach. Uwielbiam pracować z małymi firmami,  szczególnie z psiej albo podróżniczej branży, ale kiedyś napisałam też tekst o silniku nowej Hondy i edukacji w Finlandii, więc zakres tematów, które przerabiam jest naprawdę szeroki. I za to też lubię tę pracę. (pssst! jeśli potrzebujesz copywritera dla swojego biznesu pisz na makulscy@gmail.com)

Ogarniam również zlecenia, które dostajemy z racji prowadzenia bloga i chociaż nie jest ich wiele, bo dużo propozycji w ogóle nie współgra z nami i tym co chcemy przekazać, to są to najbardziej kompleksowe zlecenia jakie realizuję. Obejmują nie tylko research, zbieranie materiałów i pisanie tekstów, ale również fotografowanie i przerabianie zdjęć.

Urlopu nie mam. Gdy zaplanujemy z Michałem wolne to po prostu nie przyjmuję kolejnych propozycji i tym samym nie wpływa na nasze konto żadna kasa oprócz pensji Michała. Do tego też musiałam się przyzwyczaić.

Mimo moich nieregularnych zleceń staram się nie pracować w weekendy. Przez tyle lat mój organizm wiedział, że w sobotę i niedzielę leżę bykiem, że już teraz nie chcę tego zmieniać (chociaż na początku chciałam). Bardzo potrzebuję regularnego oddechu, bo w czasie przeznaczonym na pracę spędzam 99.9% czasu realnie klepiąc w klawiaturę. Nie przeglądam fejsa, nie łażę po biurze i nie sączę maga wolno kawy. Wiesz o czym mówię? Na etacie z 8 godzin spędzonych w biurze realnie pracowałam może z 5. Resztę czasu po prostu BYŁAM w pracy i to mnie totalnie wkurzało.

praca zdalna

Zawsze razem

Praca zdalna i podróże

Przez miniony roku pracowaliśmy dwa tygodnie z Polanicy Zdrój, kilka dni z Gór Sowich, dwa tygodnie z Toskanii, trzy tygodnie z Alzacji, tydzień z Barcelony, niecały tydzień z Tallinna i cały tydzień z Beskidów. Prawie miesiąc spędziliśmy też nad Bałtykiem, ale zawsze z kompem.

W podróży byliśmy w sumie ok. 5 miesięcy. To były mega wyjazdy i świetne przygody, ale musieliśmy się nauczyć zupełnie innej organizacji czasu i zwiedzania. Na spacerach spędzamy tylko poranki i późne popołudnia, a na dalsze wycieczki wybieramy się wyłącznie weekendy. Ze zwiedzania tysiąca nowych miejsc podczas jednego wyjazdu przestawiliśmy się po prostu na pomieszkanie gdzieś indziej, poznawanie najbliższej okolicy i zwykłe przełamanie powszedniej rutyny.

Chociaż czasem trudno się skupić, gdy na wyciągnięcie ręki tyyyle dobra.

„Borze szumiący, tyle dobra za oknem, a oni przed kompami!”

Idealnie wyszło nam za to łączenie pracy zdalnej z urlopem. Z reguły parę dni wolnego zajmował nam już sam dojazd na miejsce i cenny urlop kurczył się niemiłosiernie. Teraz na dojazd poświęcamy weekend, ale PRZED wolnym tygodniem. I urlop zaczynamy już tam, gdzie chcemy, nie tracąc ani jednego cennego dnia na autostradzie.

Skąd pracować zdalnie jeśli nie z domu?

Klimatyczne zdjęcia z laptopem w kawiarni, czy gdzieś na plaży pod palemką to zdecydowanie nie nasza rzeczywistość. Obydwoje musimy mieć do pracy ciszę, spokój, stół i w miarę wygodne krzesła. Mega ważny jest też dobry internet, dlatego za każdym razem przed opłaceniem pobytu pytamy wynajmującego o szybkość łącza. Gdy mamy zatrzymać się gdzieś na dłużej niż tydzień szukamy mieszkania, lub domku, w którym byłyby co najmniej dwa pomieszczenia (jedno do spania, drugie do pracy) i normalna, domowa kuchnia (w grudniu zeszłego roku w Polanicy mieliśmy tylko jeden palnik elektryczny i to była morrrdęga.) Zawsze zwracamy też uwagę na okolicę, żeby było gdzie łazić na spacery (my z Lu) i pobiegać za badyłkami (sama Lu). A już w ogóle idealnie jest, gdy trafimy na mieszkanie z pralką, bo po ostatnim miesiącu poza domem i praniu t-shirtów w umywalce szczerze to znienawidziłam (moje zdeformowane bluzki też).

Ale naj, naj, najważniejsze jest tak naprawdę tylko jedno – każde miejsce musi być 1000% psiolubnie. Lu ma być mile widziana, a reguły dotyczące przyjmowania psów jasne i przejrzyste (nawet jeśli obowiązują opłaty). I koniec.

Miniony tydzień spędziliśmy w Wiśle właśnie w takim mieszkaniu, w którym moglibyśmy spokojnie zatrzymać się na dłużej. Dwupokojowy, jasny apartament w nowym budownictwie, bardzo ładnie wykończony, z w pełni wyposażoną kuchnią z piekarnikiem (można zrobić nawet pizzę w piątek! #jakwdomu), pralką i mega estetyczną łazienką. Do tego szybki i niezawodny internet, solidny stół do pracy, wygodne krzesła i duże, komfortowe łóżko – nic więcej nie było nam potrzebne do szczęścia.

apartamenty sun&snow Wisła

Nasze mieszkanie możesz wynająć przez serwis Apartamenty Sun&Snow, na którego zaproszenia przyjechaliśmy w Beskidy. W ich ofercie znajdziesz ponad 1700 apartamentów zarówno w górach, jak i nad morzem, a pośród nich gro psiolubnych (filtr „można przyjechać z psem” wybierasz w drugim kroku wyszukiwania, zaraz po wyborze terminu i celu wyjazdu). Ale wiesz co tak naprawdę jest najfajniejsze i mega wyjątkowe w Sun&Snow? To, że wspierają Schronisko w KorabiewicachDo końca grudnia trwa akcja, w ramach której przekazują 5% wartości rezerwacji dokonanych każdego 10-tego dnia miesiąca bezpośrednio przez stronę Wypoczywaj, jak lubisz z Sun & Snow albo za pośrednictwem infolinii +48 22 450 26 26. 

Rządzą, nie?

Lu mówi, że rządzą.

Czy praca zdalna jest dla każdego?

Zdecydowanie nie, chociaż kiedyś myślałam, że tak.

Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę z tego, że praca w domu to też praca, i chociaż to niesamowita oszczędność czasu (bo nigdzie nie dojeżdżasz), a w wielu przypadkach również dowolność godzin, w których zabierasz się za robotę, to jednak wciąż masz zadania, które MUSISZ wykonać. Rodzina i znajomi nie zawsze rozumieją, że skoro pracujesz z domu, to nie możesz zawsze gdzieś podjechać i czegoś załatwić, czy czymś/kimś się zająć. Musisz być asertywna i tłumaczyć, że TEŻ masz obowiązki, nawet jeśli czasem załatwiasz je w piżamie.

Hasztag – pracujęzmatkązłóżka

Musisz być też super-zorganizowana i ułożyć sobie dzień według w miarę sztywnego planu ( i się go trzymać!). Michał to chodząca definicja tej reguły i jestem pewna, że z podobną systematycznością pracowałby również, gdyby nie był ograniczony ramami czasowymi działania swojej firmy. Mi jest zdecydowanie trudniej usiąść do roboty i myślę, że gdybym pracowała z domu bez niego, mój harmonogram dnia rypnąłby się od razu, a każde zlecenie kończyłabym z potem na czole równo z deadlinem. Bo to śniadanie zrobię, albo kawę, albo jedno i drugie i jeszcze pranie. Dzięki Michałowi lepiej się zbieram do kupy i zaczynam pracę ok. 11-stej. Z przerwą na obiad i krótki spacer z Lu pracuję z reguły do ok. 19-stej. I wszystko ogarniam o czasie.

Prawdopodobnie nie poradziłabym sobie też z byciem samą cały dzień. Gdy w minionym roku Majkel wyjeżdżał służbowo cierpiałam, i gdyby nie Lu pewnie łaziłabym po ścianach. No wiec pracując z domu musisz, po prostu musisz mieć zwierzaka.

praca zdalna

„Aleks, cho na spacer i ploty, już czas najwyższy!”

Musisz też dbać o kondychę. No w sumie zawsze powinnaś, ok. Ale jeśli jedyna droga którą pokonujesz w dzień to ta z łóżka do biurka i czasem jeszcze do łazienki, to kiedyś Twój kręgosłup powie po prostu – „Ja wysiadam!” i wtedy będzie już trochą za późno, żeby mu pomóc.

I tyle!

Dla mnie praca zdalna to wciąż spełnienie marzeń, mniej stresu i więcej czasu z tymi, których kocham. Parę spraw musiałam jednak przewartościować i poukładać na nowo w głowie. Po ponad roku od tej najważniejszej zmiany w naszym zawodowym życiu wciąż uważam, że przekwalifikowanie się i zrezygnowanie z etatu w budżetówce było naszą najlepszą decyzją ever (o tych trudnych decyzjach pisałam w TYM tekście). Odcięliśmy się od wszystkiego co nas ciągnęło w dół, denerwowało i odbierało chęć do wstawania rano.

Moim zdaniem oklepany „work-life-balance” po prostu nie istnieje. Praca to ogromna część naszej codzienności i nie da się jej tak po prostu odciąć od życia prywatnego. Przecież mimo, że zamykasz kompa, czy drzwi do biura wciąż żyjesz tym co się zdarzyło w trakcie dnia, swoimi osiągnięciami i porażkami, i tym, co zostało jeszcze do zrobienia. I to jest absolutnie ok, o ile to co robisz wciąż sprawia Ci przyjemność. O ile Twoja praca nie jest źródłem stresu, daje Ci możliwości rozwoju i – rzecz jasna – satysfakcjonującą kasę. A jeśli tak nie jest, to MUSISZ coś zrobić. Bo życie jest za krótkie żeby tracić większość dnia na kiepską robotę.

I zimną kawę.

#więcejwędrujmniejsięmartw

Nasz wpis powstał przy współpracy z serwisem Apartamenty Sun&Snow.

image/svg+xml

10 Comments

  1. Praca zdalna wymaga samodyscypliny. Mi jej nieco brakuje, czego konsekwencją są wyjątkowo pracowite weekendy. Planuję zazwyczaj zadania na tydzień, ale cały urok polega na tym, że mogę robić coś innego, gdy inni siedzą po biurach. I ciężko mi się przed tym czymś innym powstrzymać. Przez cały tydzień spycham robotę na kolejne jutro. Aż robi się piątkowe popołudnie, a ja jestem w lesie. No i cały weekend, zamiast wyjść do ludzi, to z tego lasu wychodzę. Ale i tak do biura bym już nie wróciła :) A zwierzaka faktycznie trzeba mieć! Mnie wspiera Pimpek, prawie dwudziestoletnie shih tzu. Ślepy, prawie głuchy, ale i tak kochany :)

    • Wsparcie jest najważniejsze :))) I wiem o czym mówisz, bo przez pierwsze kilka miesięcy też się zachłysnęłam tą „wolnością” a potem siedziałam w weekendy i po nocach :) W sumie trudno się dziwić skoro przez 9 lat tylko okazyjnie było mi dane być w domu w tygodniu, tak normalnie w dzień, a wtedy z reguły byłam chora :)) Możliwość zrobienia zakupów bez tłumów jest bezcenna!

  2. Bardzo miło się czyta jak komus udaje się to na co sie odważył (z pewnością nie było łatwo). Śledzę bloga i zazdroszczę – zwłaszcvza wyjazdów. Mam jednak świadomość jak nie łatwa jest praca w domu i szczerze mówiąc ja tego nie ogarniam. Śniadanie, kawka, soczek, toaleta, spacer z psem, kawa, obiad itp itd – jestem w stanie wymyślać tak bez końca byle tylko nie pracować. Potem jest „deadline” i panika – dlatego lepiej ogarniam za biurkiem.
    Gratuluję organizacji i mam nadzieję do zobaczenia gdzieś…. – no nie wiem np. we Francji :)
    Pozdrawiam

    • To Ty zdecydowanie mój człowiek jesteś :))) Gdyby nie Michał miałabym TAK samo :))) Do zo koniecznie! :)) Pamiętaj o mnie jak będziesz w Wawie! :)))

  3. Super macie życie :) Też chętnie spróbowałabym pracy zdalnej, mimo że obecnie też pracuję przy kompie to jednak stacjonarnie i nie mam możliwości pracy zdalnej na co dzień, tylko okazyjnie.

    • Okazyjnie to zawsze coś :)) Może kiedyś się uda coraz więcej! Trzymam kciuki! :)

  4. Aleks, gratulacje wytrwałości i poukładania sobie po swojemu życia zawodowego. Też próbuje iść ta drogą. Trzymaj kciuki i do zobaczenia któregoś dnia na spacerze z psem w ramach rozprostowania kości ;)

  5. Gratuluję odwagi i zmian. My z mężem jesteśmy właśnie na tym samym etapie:) Czytałam Wasz wpis o pozostawieniu etatów – jakbym czytała o nas, na chwilę obecną bardziej o mnie, bo ja już z etatu zrezygnowałam. Pracując na etacie miałam te same odczucia co Wy. Mam nadzieję, że i nam się uda wprowadzić wiele lepszych zmian w życiu. Dziękuję za ten tekst i poprzedni. Utwierdziły mnie w przekonaniu, że idziemy dobrą drogą. Pozdrawiam. Martyna.

    • Martyna, bardzo dziękuję za Twój komentarz <3 I mocno trzymam kciuki za Waszą nową drogę! Jest moc! :)) Ściskam!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *