Austria, Europa

8 polaroidów z Wiednia

Zapomnij o strzelaniu sobie tysiąca fotek, żeby ustalić który profil lepiej komponuje się z bryłą Katedry Św. Szczepana. 

Nawet nie myśl o foceniu każdego murala spacerując kanałem Dunaju.  I nie rozpuszczaj się nad każdym uroczym zakamarkiem wiedeńskiej uliczki. Zanim trzaśniesz migawką musisz ich obejrzeć chyba z tysiąc. A potem wrócić do tej najładniejszej.

Bo nie masz w aparacie karty SD na pierdyliard zdjęć.

Ba, nie masz nawet oldschoolowego aparatu z kliszą na 24, czy 36 zdjęć.

Masz zawieszony na szyi totalnie mega wypasiony i hipsterski oryginalny Polaroid z paczką całych 8 (słownie ośmiu) zdjęć. Zdjęć, które będą mega pamiątką z wiedeńskiego wielkanocnego weekendu, bo będą unikalne, wyjątkowe i całkowicie POJEDYNCZE.

No. Taka sytuacja.

A na marginesie zaznaczam, że w życiu takiego polaroidowego cacuszka w ręku nie trzymałaś…

polaroid szkic

No to ruszamy w miasto! Malowniczo, tajmeniczo i klasycznie ma być, żeby było co focić. Stawiamy bardziej na klimat miejsca i wycinki rzeczywistości, niż turystyczne kadry. Do jednego Polaroida i tak będziemy dorabiać klasyczne zdjęcia naszym sprzętem ze sklejoną na kropelkę klapką na baterię. Żeby mu przykro nie było. I żeby mieć tło do opowiadania historii zagajonych polaroidkiem.

Kanał Dunaju

O w mordę jeża, co wybrać na pierwszą fotę? Kanał jest pełen graffiti i pusty. Ponoć z reguły tętni życiem przybrzeżnymi knajpami, ale w wielkanocną niedzielę na spacer wybraliśmy się z rańca chyba tylko my. Łazimy i gapimy się. I przymierzamy.

donau kanal

wiedeń donaukanal wiedeń donaukanal graffiti

wiedeń donaukanal

Bosz Michał zabierz jej ten aparat…

Dobra, trzeba w końcu rozdziewiczyć kliszę! Ryby! Lecą na pierwszy rzut.

Cyyyyyk!

Pierwsze koty za płoty. Luśka ze zdziwieniem obserwuje czarny jęzor zdjęcia wysuwający się z aparatu. Michał drżącą ręką wyjmuje ciemną jak noc fotę i chowa za pazuchę, żeby w ciepełku i z dala od światła spokojnie się wywoływała.

I wszyscy wypuszczamy ze świstem wstrzymywane powietrze. Ejjjj, spoczko było, chyba nic nie spartaczyliśmy, nie? Przekonamy się za jakieś 30 min.

(żeby wczuć się w naszą sytuację, możesz teraz spokojnie coś przegryźć, sprawdzić co tam na fejsie, przeczytać rozdział, albo obejrzeć jeden odcinek Friendsów. I wrócić tu za pół godzinki)

TADAM!! O to co Michał wyciągnął z kieszeni:

polaroid polawalk

Skoro tak dobrze poszło, to lecimy z drugą fotą.

Portret – Luśka z żonkilem. W ogródku komunalnym.

Na marginesie – cóż to za przecudowna idea! Gemienschaftsgarten, czyli ogródek wspólnotowy. Siejesz, pielisz, dbasz i relaksujesz się w cieniu, albo raczej w woni swoich własnych sadzonek. Podejrzewam, że na wiosnę będzie cudnie odświeżony. Ale nawet przymarznięty robi urocze wrażenie.

polaroid polawalk

wiedeń donaukanal

wiedeń donaukanal

Czekaj, czekaj zaraz wyjdzie to słońce..

Dooobra robota! Dwie foty siedzą w kieszeni. Teraz możemy uprawiać już zwykły dog-graffiti-walking. Luśka dobra jest w te klocki.

wiedeń donaukanal wiedeń donaukanal wiedeń donaukanal wiedeń donaukanal wiedeń donaukanal polawalk_4_urlopnaetacie wiedeń donaukanal donaukanal wiedeń donaukanal

Freiwilliger Durchagang – dobrowolne przejście

Malowniczo już było, czas na tajemniczość. Jest we Wiedniu kilka takich przejść. Tajemnych przejść między budynkami, dzięki którym oszczędzisz sobie biegania dookoła wielgaśnych kamienic. Przejść między kamienicami, które mieszkańcy dobrowolnie udostępnili  na użytek leniwych przechodniów. Kilka podwórek połączonych razem, kilka par schodów, niewielkie kawiarnie, sklepiki i restauracje – z głośnej i ruchliwej Mariahilferstrasse skręcasz pod nr 45 i na chwilę zatapiasz się w zaciszu neoklacystycznych podwórek. I wynurzasz się przy Windmuhlgasse 20, wprost na Naschmarkt – najfajniejsze wiedeńskie targowisko.

Oczywiście zamknięte w Święta.

naschmarkt

‚Na mój nos to tu jakiś Naschmarkt sie odbywa w okolicy…’

No więc zapomnij o Naschmarkcie i wracaj do tajemnego przejścia, żeby cyknąć kolejnego Polaroida.

freiwilligerdurchgang wiedeńpolawalk_26_urlopnaetacie

I Cyyyyyyyyk!

polawalk polaroidfreiwilligerdurchgang wiedeń freiwilligerdurchgang wiedeń freiwilligerdurchgang wiedeńfreiwilligerdurchgang wiedeń freiwilligerdurchgang wiedeń

Klasyka klasyków

Katedra św. Szczepana i Luśka.

Cyyyyyyyk!

Poszło!

katedra św szczepana

Selfie z murami Muzeum Nauk Przyrodniczych (wyższa szkoła jazdy, bo powtórek nie będzie)

Cyyyyyk!

Poszło!

pola walk polaroid

Dalej mieliśmy w planach spacer parko-ogrodami, ale do Burggarten i do Volksgarten z piesem nie wejdziesz. Ale za to do ratuszowego parku (Rathauspark) już na luzie. Na smyczy znaczy się, ale na luzie. No więc sprawdzamy, czy okolica nada się na PIĄTĄ fotę.

ratusz wieden

ratusz wiedeń ratusz wiedeń

No nada się zdecydowanie. Ale bardziej, niż architektoniczny majstrsztyk budynku Ratusza nasze złażone kończyny pociąga relaks w promieniach popołudniowego słoneczka na jednej z ławeczek. Jakby to tak ładnie w kadrze ująć…? Że tak wiosennie i przyjemnie jest. I że tak miło troszkę odpocząć.

No może tak:

Cyyyyyyyk!

polaroid

 

Dalej klasyczną ścieżką uderzamy w kierunku Kościoła Wotywnego. Kościoła z próbą morderstwa w tle.

Kiedyś, w bardzo zamierzchłym lutym 1853 roku, cesarz Franciszek Jozef spacerował sobie wolnym krokiem w okolica ówczesnych murów obronnych miasta, nucąc sobie pod wąsem najświeższy utwór Straussa Johanna. Nagle zza winkla wyskoczył na niego z nożem jak u rzeźnika Węgier János Libényi rzucając mu się prosto do gardła. Ale że 23-letni Franciszek fashionistą był i w życiu bez swojego złotego (czy też jak inni mówią raczej wyszywanego złotymi guzikami) kołnierzyka z domu się nie ruszał, to nóż na szlachetnym metalu poległ, a gardło zostało ino draśnięte. Zamachowca powalono i za kilka dni stracono. W sumie nawet nie do końca wszystkich interesowało, co też (imię) kierowało. Mówi się, że był anarchistą. Albo, że Franciszek rozkochał i porzucił wybrankę jego serca. Albo kuzynkę. Niemniej Franciszek przeżył, a brat jego w ramach wdzięczności za kołnierzykowo-guzikowe ocalenie zaczął zbierać datki na budowę kościoła w miejscu owego feralnego, acz zakończonego happy-endem incydentu.

I właśnie w tym historycznym miejscu przyszło nam cyknąć siódmą fotę.

Cyyyyyyyk!

polaroid

Być może, że Luśka przebierała łapami  dokładnie w tym samym miejscu, co kroczył sam Franciszek Józef. Być może.

Kto liczy sprawnie, wie, że jedna fota nam się ostała. Cóż, wiadomo jak to jest z ostatnim ciasteczkiem – zostawiasz sobie na deser, do kawki. A potem spada Ci z talerzyka i kruszy się w drobny mak. Albo ktoś krzyczy z kuchni – O ciastko zostało, wcinam! – zanim zdążysz zaprotestować. I  tylko się smakiem obchodzisz.

No więc tak też właśnie i ta fota miała być na deser. Wyjątkowa.

I w końcu zaszło słońce i absolutnie nic, ale to nic ciekawego w najbliższej okolicy nie znaleźliśmy. No więc została nam Luśka. Na wiedeńskiej ulicy. Na tle wiedeńskiego budynku. Na koniec wiedeńskiej niedzieli z Polaroidem.

polaroid

Bez komentarzy poproszę.

Polaroida wypożyczyliśmy w ramach zarąbistej wycieczki Self – Guided Tour z biura Pola Walk. W cenie 39 Euro dostajesz do łapki aparat (do 3 dni), film z 8 zdjęciami, mapkę z trasa spacerową Quick-Guide to Vienna, sympatyczną rozmowę z Thomasem, bądź Gilbertem (albo Thomasem i Gilbertem), krótki instruktaż na piśmie co i jak z foceniem i możesz ściągnąć appkę z informacjami o Wiedniu i mapką off-line. Tak wyposażony ruszasz podbijać wiedeńskie ulice. Tour możesz wykupić nawet w kilka osób, tylko koniecznie ustal jak podzielicie się potem fotami, bo gwarantuję, że każdy chce mieć taką unikalną pamiątkę z Wiednia. Zdecydowanie warto! Oprócz Self – Guided Tour chłopaki prowadzą również tematyczne spacery po mieście. Oczywiście z Polaroidem. Ale możesz dołączyć i bez. Chociaż jeśli podbijasz austriacką stolicę z piesem lepiej ruszyć w pojedynkę.

A jak nie masz ochoty jechać do Wiednia, zawsze możesz również skoczyć do Wawy, bo od 11 kwietnia Pola Walk startuje i tu!

polawalk

W PolaWalk z Thomasem, ku pamięci :)

ityle2_s

Share this Story
  • Dlaczego Hall – Wattens to dobry pomysł na urlop?

    Urlop w Hall-Wattens to świetny pomysł na wyjazd z psem w góry. Dawno nie byliśmy w tak przyjaznym psom regionie.
  • Spacer w chmurach

    O rodzajach chmur uczysz się na geografii. Żeby nie używać już nieprofesjonalnych zwrotów w stylu ‚Ooo, widzisz ten obłoczek? Wygląda jak ...
  • Miejsce, którego nie znasz

    No chyba, że Nympheum Omega Ci coś mówi.
Load More Related Articles
  • Dlaczego Hall – Wattens to dobry pomysł na urlop?

    Urlop w Hall-Wattens to świetny pomysł na wyjazd z psem w góry. Dawno nie byliśmy w tak przyjaznym psom regionie.
  • Spacer w chmurach

    O rodzajach chmur uczysz się na geografii. Żeby nie używać już nieprofesjonalnych zwrotów w stylu ‚Ooo, widzisz ten obłoczek? Wygląda jak ...
  • Miejsce, którego nie znasz

    No chyba, że Nympheum Omega Ci coś mówi.
Load More In Austria

27 komentarzy


  1. Aleksandra z urlopnaetacie.pl

    14/04/2015 at 08:57

    Dzięki Ola! :) Bardzo nam miło! Dawajcie z Habsem w drogę! I czekamy na relację!

    Odpowiedz

  2. Natalia

    13/04/2015 at 15:31

    To jest genialny pomysł na zwiedzanie Wiednia! No i zdjęcia – przepiękne <3

    Odpowiedz

  3. wojazer.co

    12/04/2015 at 16:01

    Świetna sprawa z tym polaroidem! Rzeczywiście trzeba się dobrze zastanowić zanim trzaśnie się zdjęcie ;) Moja Magdalena spaceruje z Lomo, czasami widzimy zdjęcia po paru miesiącach, bo zapominamy o kliszy, i zawsze mamy z tych analogowych zabawek niezły ubaw! Pozdrawiam!

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      14/04/2015 at 09:14

      Super sprawa z analogiem! My bawiliśmy się nawet kiedyś w wywoływanie zdjęć w zaciemnionej łazience. Mega zabawa! Mamy te fotki do dziś :) Pozdrowienia dla Magdaleny! Szkoda, że nie udało nam się poznać osobiście w zeszły weekend :(

      Odpowiedz

  4. Julia

    12/04/2015 at 14:30

    Ach co za klimat! I oczywiście, jak zawsze, Luśka cudnie wyszła ;) Polaroid to jest coś. Chyba muszę sobie zafundować. Macham!

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      14/04/2015 at 09:12

      Koniecznie! Wasze cudowne krajobrazy w polaroidowych kadrach – już się nie mogę doczekać :) I koniecznie gdzieś jakiś koala!
      Pozdrowienia z Wawy dla Ciebie i Sama :-* Buziaki!

      Odpowiedz

  5. MELKA

    10/04/2015 at 20:12

    Świetne polaroidy! Reszta zdjęć też niczego sobie:-) A Luśka z żonkilem urocza! w ogóle to widać, że fajna wycieczka była. A gdzie w ten weekend się wymykacie…pewnie niebawem się dowiem:-) w każdym razie słońca i dobrej zabawy życzę. Pozdrawiam ciepło!

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      14/04/2015 at 09:09

      Ela, kurcze, taki weekend na wysokich obrotach był, że dopiero zabrałam się za odpisywanie. Przepraszam! Cieszyn był grany – urocze miasteczko, koniecznie musicie się kiedyś wybrać! A my teraz to już chyba pauzujemy z wyjazdami do czasu Norwegii :)

      Odpowiedz

  6. Karol Werner

    10/04/2015 at 16:39

    Właśnie planuje zakupić polaroid i zabrać go w następną podróż, serio!

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      14/04/2015 at 09:07

      No my też właśnie zakupiliśmy własny. Uzależnia :)

      Odpowiedz

  7. Joanna/places2visit.pl

    10/04/2015 at 14:13

    Bardzo dowcipny wpis :), chociaż nie wiem czy bym się umiała ograniczyć do 8 zdjęć. A u Was pies jest na każdym :). W Wiedniu byłam dwa razy i za każdym razem pamiętam go inaczej.

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      14/04/2015 at 09:06

      Luśka obowiązkowo musi być na każdej focie :)

      Odpowiedz

  8. Piotr Brewczyński

    10/04/2015 at 08:44

    Dobra rzecz, chociaż mi wciąż unika magia polaroidu. Ostatni raz miałem jakiś w rękach 8 lat temu w Mongolii (ludzie pisali, że przydaje się w kontaktach z localsami) i szybko zrezygnowałem – może mam za szybki palec na migawce ;).

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      14/04/2015 at 09:05

      Piotr, co z Tobą?! :D Polaroid jest mega! Zabrać w trasę i robić foty z gospodarzami – fajna rzecz, chociaż 8 klatkowa ‚klisza’ za 8 dych trochę podcina mi skrzydał ;) Pozdro!

      Odpowiedz

  9. Ola Btk

    09/04/2015 at 20:35

    Uwielbiam Wasze wpisy i może nie każdy komentuję, ale dajecie mi pozytywnego kopa do tego, aby jednak pojechać gdzieś z psem. Super, oby tak dalej.

    Pozdrawiamy,
    Ola i Habs :)

    Odpowiedz

  10. Stefan

    09/04/2015 at 09:31

    Ileż ten pies bedzie miał do opowiadania swoim dzieciom ! :)

    Odpowiedz

  11. Oto Janka (Izabela)

    08/04/2015 at 22:31

    Ale świetny wypad! Byłam raz w Austrii, podczas rejsu po Dunaju – trochę tego Wiednia żeśmy zwiedzili, ale już nic nie pamiętam… Pamiętam jedynie wodę, wodę, łódkę, żagle, wiatr, komary ogniska i te śmigacze na Dunaju, przed którymi nigdy nie udawało nam się uciec na czas ;)

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      08/04/2015 at 23:11

      Ahhh rejs po Dunaju! Kiedyś też się wybierzemy!Na szczęscie na komary było za zimno jeszcze :D

      Odpowiedz

      • Oto Janka (Izabela)

        08/04/2015 at 23:41

        Komary dopadły nas przed Budapesztem ;)
        Kurcze, 2005 rok – fajny czas! Myśmy płynęli omegami, zazwyczaj spływamy Wisłą, więc Dunaj był dla mnie niewyobrażalnie wielką rzeką.

        Odpowiedz

        • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

          09/04/2015 at 10:01

          Dosłownie na głęboką i szeroką wodę Was rzucono :)

          Odpowiedz

  12. Zależna

    08/04/2015 at 21:29

    Suuuuper! A w ogóle to piszcie więcej i szybko i nie łaźcie po escape roomach i innych Cieszynach, tylko pracujcie, bo ja w Wiedniu za 3 tygodnie spędzę wieczór i chcę być dobrze przygotowana. Na razie miasta nie lubię.

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      08/04/2015 at 23:10

      O o! Już bierzemy się do roboty :))

      Odpowiedz

  13. Duti

    08/04/2015 at 21:19

    „(…) Cóż, wiadomo jak to jest z ostatnim ciasteczkiem – zostawiasz sobie na deser, do kawki. A potem spada Ci z talerzyka i kruszy się w drobny mak. Albo ktoś krzyczy z kuchni – O ciastko zostało, wcinam! – zanim zdążysz zaprotestować. (…)” <3 Uwielbiam czytać Twoje teksty. Liz od Nordika dla Luśki :)

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      08/04/2015 at 23:12

      <3 aaaaa dziękuje baaardzo!!! Luśka też przesyła lizy!

      Odpowiedz

  14. Kasia (Podróże z psem)

    08/04/2015 at 20:48

    Genialne!
    A tak na marginesie, wiecie, że wspólny ogród jest też w Warszawie? :) Służewski Dom Kultury taki ma. Każdy może przyjść, popracować, posiać coś swojego, potem wspólne zbiory. Super sprawa.

    Odpowiedz

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      08/04/2015 at 23:13

      No coś Ty, Kasia!! :) Ekstra! Musimy się wybrać, bo idea mega! Strasznię lubię takie wspólnotowe, komunalne projekty. A lokalne to już w ogóle :)

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowany (no worries). Pola obowiązkowe to te z *

Zajrzyj i tu

A co jeśli spadnę?

– A co jeśli pofruniesz?

makulscy.com to blog o podróżowaniu z psem

makulscy[at]gmail.com / makulscy

MASZ
WIADOMOŚĆ!

Zostaw nam swój email.

Raz w miesiącu napiszę
do Ciebie list :-)

Wyjazd z psem - przepisy Norwegia samochodem Podróż z psem - poradnik Berlin z psem TravelPlanner