W skrócie, Z życia

A co jeśli spadnę?

– A co jeśli pofruniesz?

To fragment mojego ulubionego wiersza Erin Hanson. Zawsze mam go w głowie, gdy stoję przed jakąś ważną decyzją. A o takich ważnych decyzjach i o tym, co zmieniło się w naszym życiu na przestrzeni ostatnich czterech lat chciałabym Ci dziś opowiedzieć.  To nie będzie historia z dramatycznymi zwrotami akcji. Nie będzie katharsis, gęsiej skórki i łez wzruszenia na koniec. Dlatego w sumie długo zastanawiałam się, czy pisać ten post. Ale potem pomyślałam, że w chwili, gdy ja miałam czarne chmury w głowie do wielu działań inspirowały mnie właśnie takie zwyczajne historie, normalnych ludzi żyjących tuż obok. Dla nas to, co się wydarzyło było małą rewolucją. Dla Ciebie może być inspiracją do działania, jeśli jesteś w podobnie niefajnym miejscu, jak ja kiedyś.

No więc lecimy z tym koksem!

Czerwiec 2013

Nie wiem, czy zarośnięta, kudłata kulka z numerem 1253/13 nabazgranym czarnym flamastrem na czerwonej, zużytej obroży to pies, czy sunia. Nie wiem ile ma lat i jaka jest jej historia. Stoimy przed jednym z boksów w schronisku, a sięgający kolan kundelek niezdarnie próbuje oprzeć łapę o kraty. Zadziera łepek i patrzy na nas. Jest mega gorąco, albo przynajmniej tak mi się wydaję, bo policzki płoną mi żywym ogniem. Przyjechaliśmy tutaj po zupełnie innego psa, okazało się jednak, że kilka godzin wcześniej pojechał do nowego domu. Niby po sprawie, niby nie było sensu już łazić pomiędzy klatkami pełnym psiego nieszczęścia, ale jednak tu stoimy.

Patrzymy na siebie i decyzja podejmuje się sama. Zabieramy tę kulkę do domu.

Tę historię opowiadałam już co najmniej kilkanaście razy, ale żebyś zrozumiała, że właśnie od tego wszystko się zaczęło musiałam ją przypomnieć. Mam wrażenie, że właśnie wtedy nasz świat na chwilę się zatrzymał i po krótkim namyśl odbił z wcześniej wybranej trasy.

Nie odkładaj marzeń wciąż na później

Parę miesięcy przed adopcją Lu byliśmy w dość słabym momencie naszego życia. Żyliśmy od podróży do podróży, od weekendu do weekendu. Praca razem z dojazdami zajmowała nam prawie 10h dziennie. Coraz gorzej znosiliśmy poniedziałki. Pamiętam, że co rano zastanawiałam się, czy dam radę tak żyć przez kolejne trzydzieści pięć lat. Wstawać o 6-stej, wkurzać się na tłok w autobusie, siedzieć za biurkiem przez 8 godzin (z czego realna praca zajmowała mi maaaaks 2/3 tego czasu), wracać (znów w tłoku) i wciąż wyczekiwać wolnego. Robiłam coś, co nie dawało mi żadnej satysfakcji, nie rozwijało żadnych nowych umiejętności i nie rokowało szans na znaczącą podwyżkę. Powroty z każdej podróży były coraz trudniejsze, przytłaczała mnie codzienność i coraz więcej czasu potrzebowałam, żeby wygrzebać się z dołka. Miałam wrażenie, że życie przecieka mi między palcami, a plany i marzenia, które wciąż snułam coraz bardziej rozpływają się w wiecznym niedoczasie.

Jednym z takich marzeń była właśnie adopcja psa. O czworonogu marzyłam od dawna, ale ponieważ nigdy w życiu nie opiekowałam się żadnym psem cały czas myślałam, że powinnam się do tego bardziej przygotować. Niestety – surprise, surprise – wciąż nie miałam na to czasu. Wiesz jak to jest, prawda? Bardzo chcesz coś zrobić, ale wiecznie COŚ Ci w tym przeszkadza. Pochłania Cię codzienność i zanim się zorientujesz mija rok, a potem dwa i więcej, a Twoje marzenia coraz bardziej się oddalają. Gdyby nie Michał, który tak naprawdę zadecydował, że to JEST TEN moment, idealny na adoptowanie pieseła pewnie długo bym jeszcze zwlekała, a Lu mógłby nam ktoś sprzątnąć sprzed nosa.

Wyobrażasz sobie to? Chyba bym umarła.

Poza tym przecież od Lu wszytko się zaczęło.

Stawiaj kropki, bo nigdy nie wiesz, kiedy się połączą

No więc w czerwcu 2013 jedno z moich największych marzeń się spełniło. Zamieszkała z nami Lu i przez pewien czas byłam tak zaaferowana nową sytuacją, że nie miałam czasu na taplanie się w przygnębiających myślach. Ale po kilku miesiącach gwiezdny pył unoszący się wokół naszego nowego życia opadł i czarne chmury w głowie wróciły na dobre.

Nie zrozum mnie źle, ceniłam fakt, że jestem zdrowa, mam dwie ręce i nogi, co włożyć do garnka i dach nad głową. Ale ponieważ życie w dość młodym wieku nauczyło mnie, że najważniejszą wartością jaką mamy jest CZAS, nie mogłam zaakceptować tego, że tak naprawdę mój obecny tryb życia zabiera mi to, co dla mnie najcenniejsze. Większą część dnia spędzaliśmy oddzielnie, a gdy w końcu wracaliśmy do siebie byliśmy zmęczeni i wypruci z resztek pozytywnej energii. Nie mieliśmy ochoty na nic oprócz leżenia na kanapie i narzekania. Wciąż odliczaliśmy dni do piątku. Szczególnie źle było zimą, bo po powrocie do domu było już całkowicie ciemno i nie mieliśmy nawet szansy, żeby jechać na resetujący spacer do lasu.

Coś musieliśmy zmienić.  Nie chcieliśmy uciekać od codzienności i nerwowo liczyć dni do kolejnego weekendu. Chcieliśmy mieć spokój w głowie i najlepsze życie, jakie możemy sobie sami zorganizować. Tylko jak się do tego zabrać?

W między czasie tej burzy, który szalała w naszych głowach założyliśmy bloga i zaczęliśmy pisać o naszych podróżach z Lu (pierwsza kropka). Poznaliśmy inspirujących ludzi – podróżników i psiarzy – z totalnie różnych środowisk, w bardzo różnym wieku, i z bardzo rożnym doświadczeniem życiowym. Na wiele spraw otworzyliśmy oczy (druga kropka)I co najważniejsze – Michał wkręcił się w programowanie (kropka trzecia).

Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć wszystko od początku

Michał skończył Resocjalizację na UW. Zawsze interesował się informatyką, ale nigdy nie traktował tego jakoś poważnie. Ot, hobby. Co więcej, zawsze uważał się bardziej za humanistę, niż umysł ścisły. A teraz nagle okazało się, że grzebanie w kodzie sprawia mu mega przyjemności i wchodzi jak czerwone wino do pizzy. Blink! Powoli zaświeciła się nam mała żaróweczka nad głową. Może iść w tym kierunku i zupełnie się przekwalifikować?

Przez rok postawiliśmy wszystko na Michała (niczym na Tolka Banana). Zainwestowaliśmy kasę w kursy online i jeden (z perspektywy czasu bardzo kiepski) kurs stacjonarny. Michał uczył się prawie codziennie. Uczył się tak, że aż para szła mu uszami, a ja wspierałam go z całych sił. Po roku od podjęcia decyzji w świat poleciało pierwsze, zupełnie nowe CV by makulski. Pierwszy krok do totalnej zmiany kierunku zawodowego. I teraz uważaj – po trzydziestce, czyli w sumie w chwili, gdy raczej powinien się już tylko piąć wyżej i rozwijać to co umie, a nie zaczynać znowu na pierwszym szczebelku drabiny.  Po 3 miesiącach poszukiwań, niezliczonej ilości rozmów i smuteczków z powodu maili „podziwiamy Pana zapał i odwagę, ale zupełny brak doświadczenia całkowicie Pana dyskwalifikuje” w końcu się udało. Michał dostał propozycję nowej pracy. Jako programista. Zupełne przekwalifikowanie się zajęło mu sumie półtora roku.

Baliśmy się jak cholera, bo co jeśli okazałoby się, że jednak TO NIE TO? Dla nas to była zmiana o 180 stopni, bo mieliśmy blade pojęcie o tym jak w ogóle wygląda praca w branży IT.  Stres? Zostawianie po godzinach? Wyścig szczurów? A może jednak programowanie to nie to i Michał polegnie jak długi? Do tego większość osób, z którymi Michał miał pracować była sporo od niego młodsza, a zdecydowanie bardziej doświadczona. Czy w ogóle jest szansa się dogadać?

Mimo naszych obaw zaryzykowaliśmy i…. udało się. Michał „zażarł”, robota „zażarła”, po trzech miesiącach została podpisana umowa na stałe. Yeah! Majkel miał pracę, która dawała mu większą kasę, większe możliwości rozwoju, więcej czasu razem (DWA DNI ZDALNE), i którą po prostu LUBIŁ.

Możesz zarabiać kasę na tym, co lubisz robić

To było dla mnie NAPRAWDĘ rewolucyjne odkrycie. Porównywalne do tego, że  świeżo mielona kawa bije na głowę rozpuszczalną. PRZE-ŁO-MO-WE. Do tej pory myślałam, ze taka łaska spada tylko na niesłychanie uzdolnionych artystów, wokalistów i aktorów, którzy pitolą o tym w każdym wywiadzie. Jacy to są blessed, że mogą robić to co kochają najbardziej, nawet jeśli czasem daje im to ostro w kość. Gdzie tam my, małe żuczki do nich? A tu BAM! Nagle Michał dostaje kasę, za robienie czegoś, co naprawdę sprawia mu satysfakcję. Powoli w mojej głowie zaczęła kiełkować pewna myśl. A może ja też dam radę? Czy w ogóle da się żyć z… pisania?

W międzyczasie kilkukrotnie moje teksty ukazały się w Magazynie Podróże, napisałam najdłuższy w życiu (chociaż ten go raczej pobije) artykuł dla Przyjaciela Psa i parę razy udało mi się zarobić pieniądze na projektach związanych z blogiem.

Zawsze lubiłam pisać, ale nigdy nie traktowałam tego jako dziedziny, na której można SAMODZIELNIE zarabiać. Nie sądziłam, że mogę pisać o tym, na czym się znam, czy lubię i że ktoś może mi jeszcze za to płacić. Skończyłam prawo na UW i chociaż nigdy nie myślałam o żadnej aplikacji zakładałam, że moje zawodowe życie do końca będzie składać się z klepania urzędowych kwitów, często o bezsensownej składni (znasz zwrot „proszę o spowodowanie”? No właśnie…) Mój język coraz bardziej rdzewiał. No więc, gdy w głowie zaświtała mi myśl, że tak naprawdę mogłabym ZARABIAĆ na pisaniu, jeśli tylko odkurzę mój warsztat, spośród czarnych chmur, które wisiały nad moją głową w końcu zaczęło prześwitywać słońce.

Zawsze działaj w zgodzie ze sobą

W czerwcu 2017, czyli dokładnie 4 lata od adopcji Lu i 3 lata od założenia bloga skończyłam pracę na etacie w administracji. Złożyłam rezygnację ze stanowiska, na którym pracowałam 9 lat. Słownie D-Z-I-E-W-I-Ę-Ć lat. Czujesz jakie mocne korzenie zapuściłam?

Bardzo dokładnie pamiętam popołudnie 31/05, bo to był mój ostatni dzień w robocie. Jadąc autobusem do domu odpaliłam na słuchawkach What’s up 4 Non Blondes i nucąc pod nosem And I take deep breath and I get real high czułam, że pierwszy raz od dłuższego czasu oddycham pełną piersią. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo przytłaczała mnie sytuacja, w której tkwiłam. Czułam się tak, jakby ktoś zdjął mi z ramion naprawdę ciężki plecak. Czy się bałam? Jasne! Z bezpiecznego etatu przeszłam na zdalną freecalncerkę. Miałam JEDNO stałe copywriterskie zlecenie i doskonale wiedziałam, że kolejne mogą napływać różnie. W sumie to wciąż się trochę boję, ale to inny rodzaj strachu. Taki, który daje powera i pcha do działania, wiesz o co chodzi?

W głowie mam spokój i to jest moja siła.

Nauczyłam się zupełnie innego gospodarowania budżetem i moim czasem. Pracuję wtedy, kiedy jestem najbardziej produktywna, a nie w przedziale 8-16-sta. Gdy trafiam na blokadę idę na spacer. Czasem wychodzi z tego zdecydowanie więcej niż 8 godzin dziennie, czasem tylko cztery. Ale jest to zawsze czas, który wykorzystuję na maksa na pracę. Pracę, którą lubię i która mnie rozwija. Nie tracę czasu na dojazdy, które strasznie mnie wkurzały, nie zasypiam na biurku, nie zajadam się słodyczami i nie chodzę na zakupy, tylko dlatego, żeby wynagrodzić sobie ciężki dzień. Wyszłam na słońce.

A Michał? Michał rozwija skrzydła. We wrześniu 2017 ponownie zmienił pracę. Dostał propozycję całkowicie zdalnego stanowiska. Obydwoje możemy pracować z domu, albo z przyczepy, albo z jakiegokolwiek innego miejsca, jakie sobie wymyślimy. Coś, co kiedyś wydawało nam się nieosiągalnym celem nagle stało się ciałem.

Co będzie dalej? Zobaczymy! Teraz zdecydowanie odważniej patrzymy w przyszłość i nie trzęsiemy portami przed kolejnymi zmianami. W końcu znowu LUBIMY nasze życie. I nie zamierzamy z tej przyjaźni rezygnować.

adopcja psa

 

Co chciałabym, żebyś wyniosła dla siebie z tej historii?

Po pierwsze – adopcja psa zmienia życie (wiedziałaś, że to napiszę, prawda? :))) ) Na lepsze. W każdym jego aspekcie.

Po drugie – nigdy nie jest za późno na zmiany. Jeśli tylko czujesz się źle – działaj. Nie daj się wessać czarnej dziurze. Nie zatapiaj się w miękką kanapę i nie skroluj instagrama tylko po to, żeby się wkurzać jak to inni mają fajnie (been there, done that).  Skroluj, żeby się inspirować. A potem wstań z kanapy i zrób COKOLWIEK. Załóż bloga, zacznij biegać, więcej czytaj, wychodź do ludzi, szukaj wyjścia ewakuacyjnego. Stawiaj kropki, bo nigdy nie wiesz, kiedy wszystkie się połączą. Gdyby nie Lu, nie powstałby blog. Gdyby nie blog, Michał nie zacząłby programować. Gdyby nie odwaga Michała, sama nie zdecydowałabym się zmienić pracy.

Po trzecie – czas jest najważniejszą wartością jaką mamy. Korzystaj z niego dobrze. Nie rozmieniaj na drobne. Unikaj toksycznych ludzi i sytuacji. Jeśli coś Cię męczy, postaraj się to zmienić. Wiem, że nie da się stąpać tylko i wyłącznie po płatkach róż, ale uwierz mi, że ZAWSZE można wyeliminować trochę cierni po drodze.

Po czwarte – jeśli szukasz copywritera wal do mnie jak w dym :))) Mail wciąż ten sam – makulscy@gmail.com

I tyle ode mnie!

Jeśli masz wrażenie, że tkwisz w martwym punkcie, a nad Twoją głową zbierają się czarne chmury bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki, żebyś zebrała w sobie siły do działania. Wierzę, że dasz radę!

Zostawiam Cię z jednym z moich ulubionych cytatów I bardzo mocno ściskam.

 

Share this Story
  • A co jeśli spadnę?

    – A co jeśli pofruniesz?
Load More Related Articles
Load More In W skrócie

120 komentarzy


  1. Ewa

    06/11/2017 at 22:12

    Wow! Nie mogłam w lepszym momencie trafić na tego posta – niedawno założyliśmy bloga… dokładnie wczoraj adoptowaliśmy psa… :) I zastanawiam się jak to będzie dalej z podróżami i codziennym życiem i w ogóle. Wielkie dzięki za tę mega dawkę motywacji i dobrej energii :) Będę do Was zaglądać!

    Odpowiedz

    • Aleks

      07/11/2017 at 11:28

      Super! Mega! Bardzo się cieszę! I jeszcze adopcja <3 Cuuuudownie!!!

      Odpowiedz

  2. Ola | Chasing Colors

    01/11/2017 at 13:04

    Materiał na film, serio!
    Jakoś nie wiem, co napisać, ale jestem chyba w takim momencie, co Ty wtedy, z korzeniami. I też bym chciała żyć z pisania tylko nie do końca wiem, jak. Ale się dowiem. :D
    Bardzo fajna teoria z kropkami – jak tak teraz spoglądam, to wow, masz rację. Trzymam za Was kciuki!

    Odpowiedz

    • Aleks

      02/11/2017 at 10:21

      Dziękuję!!! Ściskam mocno! I wyrywaj te korzenie! :))

      Odpowiedz

  3. E-Pazur

    30/10/2017 at 12:53

    Odważna decyzja. Piękne jest to, że dzielisz sie tak chętnie swoimi doświadczeniami. Z pewnością wiele osób zainspiruje Twoja historia.

    Odpowiedz

  4. Ania

    29/10/2017 at 13:47

    OMG jakbym czytala o sobie… Czarna dziura, niechęć do pracy, ciągły smutek, z tą różnicą ze od zawsze mam psy i są całą miłością i radością mojego życia. Epizod z wolontariatem, ktory tez odmienil mnie troche. Ten tekst uświadomił mi, że marnuje czas… Ze musze cos zrobic. Dziękuję 😍😍😍

    Odpowiedz

    • Aleks

      30/10/2017 at 16:57

      Dziękuję Ania za Twój komentarz!! :) I ściskam mocno! Działaj!!

      Odpowiedz

  5. Travelling Milady

    28/10/2017 at 13:54

    Teraz uwielbiam Was jeszcze bardziej! Jak dobrze to czytać, kiedy sama te kropki stawiam od jakiegoś czasu i widzę jak zaczęły łączyć się w całość i także dopiero po 30stce. I dzieje się tyle niesamowitych rzeczy, że nie dowierzam. A choć czarne chmury przychodzą i odchodzą to nigdy nie przyćmiewają satysfakcji z życia i dlatego wiem, że robię dobrze. Najlepszego Kochani.

    Odpowiedz

    • Aleks

      30/10/2017 at 16:56

      Najlepszego i dla Ciebie! <3 Widać, że jesteś szczęśliwa! Tak trzymać! Ściskam mocno i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się jeszcze dłużej pogadać! :))

      Odpowiedz

  6. Magdalena

    28/10/2017 at 10:31

    Takie posty zawsze inspiruja♡Dzieki Wam zaczelam rozmyslac jak wyrwac sie z tej ‚czarnej dziury’ i szukac kursow/warsztatow.Nawet gdyby nie mialo byc korzysci na sciezce zawodowej-zrobie je dla siebie samej:)A Wam zycze samych sukcesow!

    Odpowiedz

    • Aleks

      30/10/2017 at 16:55

      Dzięki!!! <3 <3 I zaczynaj koniecznie! Nigdy nie wiadomo kiedy hobby może przekształcić się w coś więcej :)) Buziaki!!

      Odpowiedz

  7. Coma

    27/10/2017 at 16:56

    Gratuluję ODWAGI W ŁĄCZENIU KROPEK! My na razie stawiamy swoje kropki i kreski. Najważniejsza i najbardziej spontaniczna, a jednocześnie najbardziej wymagająca i najcenniejsza to kropka Coms 🐕❤..która zmieniła nasze życie na zawsze.
    Tekst doskonały (teraz wiadomo dlaczego niemal
    Każdy taki jest 😍) i potrzebny dla Was i dla Nas.

    Odpowiedz

    • Aleks

      30/10/2017 at 16:51

      Dziękuję!!! :))) Ściskam Was mocno, a najcenniejszą Comę szczególnie!! Buziaki!!! <3

      Odpowiedz

  8. Joanna

    27/10/2017 at 13:14

    Nie będzie łez wzruszenia na koniec? Będą. Może dlatego, że jestem od Was młodsza o ok. 10 lat, a te czarne chmury są nade mną już długi czas. Bez wykształcenia, bez pracy (lub z pracą dorywczą). Za to z marzeniami o tym, jak chciałabym, aby ta praca wyglądała. I właśnie takie teksty wzruszają, pomagają i mega inspirują do działania. Dziękuję! :)

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 13:53

      Joanno trzymam kciuki zatem! Bardzo mocno! Za pozytywne zmiany :)) Działaj!Buziaki!!

      Odpowiedz

  9. YSF

    27/10/2017 at 12:37

    To naprawdę bardzo dobry tekst. Jest w nim 100% prawdy. Byłam świadkiem tej rewolucyjnej ewolucji lub ewolucyjnej rewolucji (tak czy siak OKSYMORON) 😊

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 13:51

      ❤❤ Dzięki!!

      Odpowiedz

  10. Ela

    27/10/2017 at 11:26

    Podziwiam za odwagę! Kto powiedział,że łez nie będzie? Są, tylko niekoniecznie wzruszenia. Nie mam w sobie tyle siły, a i wsparcia w – teoretycznie – najbliższym człowieku brak. Taka czarna dziura właśnie. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła powiedzieć ” wybrałam swoje życie i jestem szczęśliwa”.

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 13:49

      Ela! Trzymam mocno kciuki, nie poddawaj się proszę. Wiem, że z drugim człowiekiem jest łatwiej, ale samej też dasz radę! Małymi kroczkami,powoli, ale do przodu. Zrób burzę mózgu i działaj! Każda mała zmiana na lepsze jest super ❤❤ Buziaki!!

      Odpowiedz

  11. Natalia

    27/10/2017 at 11:18

    Podziwiam i gratuluję odwagi! I życzę szczęścia, oczywiście.
    A wszystko zaczęło się od psa ;-)

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 13:43

      Od psa, tak jest! Dzięki! 😚😚

      Odpowiedz

  12. Natalia Malec

    27/10/2017 at 07:00

    Brawo! Powodzenia

    Odpowiedz

  13. Dorota Czerniakowska

    27/10/2017 at 06:02

    Czy wiecie, że to już druga tak inspirująca historia jaką czytam w tym tygodniu? Teksty zupełnie ròżne, ale motyw uwolnienia się i odwagi Was łączy. No i Bloger pracujący w publicu zmieniający się w copywritera :) To jakiś znak chyba ;)

    Odpowiedz

  14. KOT

    27/10/2017 at 08:02

    Gratuluję odwagi. Mało jest takich osób, które by postąpiły w taki sposób. Jednak większość czuje bezpieczeństwo i tego się trzyma choć do szczęścia jest tak naprawdę bardzo daleko. Bardzo ładny przekaz, wszystko tak wciąga, że nic się nie liczy innego. I tak siedząc przy biurku w pracy, zamiast pracy odbywało się czytanie (dwukrotne, aby wszystko poczuć).
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wam powodzenia.

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 09:08

      Dziękuję!!! I za ten komentarz i za dwukrotne przeczytanie 😚😚 Ściskam mocno!!!

      Odpowiedz

  15. Karo

    27/10/2017 at 07:25

    Potrzebowałam coś takiego przeczytać. Mam teraz toksyczny czas i od jakiegoś czasu jestem wiecznie spięta, zrstresowana i zła. Wczoraj uzmysłowilam sobie i powiedziałam na głos jaka jest wymarzona praca i ty postawiłam kropkę-bi wierzę ze obecna frustracja popchnie mnie do realizacji tego marzenia i wstawania z uśmiechem do pracy. Na szczęście mój maz nie popukał się w czoło, tylko przytulił i powiedział że to dobry pomysł :) trzymajcie kciuki!

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 13:40

      Taki mąż do skarb! Wiem, co mówię! ❤❤ Karo działaj! Trzymam mocno kciuki,bo czułam się tak samo! Ściskam mocno!!

      Odpowiedz

  16. Dorota

    27/10/2017 at 07:20

    Hej, nawet nie wiesz jak się cieszę, że jednak napisałaś tego posta 😊
    Tkwię właśnie w takiej pracy, bezsensownej, pochłaniającej całą energię i fizyczne siły, i właśnie przed chwilą uświadomiłam sobie, że moje życie składa się tylko z weekendów, a cała reszta tygodnia to czarna dziura 😞 Podobnie jak ty bardzo cenię sobie czas i chcę z każdego dnia wyciskać ile się da, ale w tej chwili poprostu nie mam siły. Cieszę się, że mogłam przeczytać, o tym jak wam udało się tego dokonać, dzięki temu czuję, że ja też tak mogę, że może tym razem zamiast spaść pofrunę 😉
    Dziękuję

    Odpowiedz

    • Aleks

      27/10/2017 at 13:42

      Dorota, dziękuję za ten komentarz ❤ Trzymam mocno kciuki za zmianę! Próbuj, bo warto! Nawet jak czasem zdarzają się potknięcia, trzeba walczyć. Bo mamy tylko jedno życie!!

      Odpowiedz

  17. Joana Gadek

    27/10/2017 at 05:15

    Pierwszy krok już mam za sobą

    Odpowiedz

  18. Agata Strzębska

    27/10/2017 at 05:12

    Pies adoptowany 5 lat temu, zmiana pracy w toku..Bardzo fajny tekst, wpisuje się w moją obecną sytuację idealnie, dał mi dużo pozytywnej energii i wiary w to, że robię dobrze. Dzięki! ❤️❤️

    Odpowiedz

  19. Marzena Struzik

    27/10/2017 at 04:50

    Teraz tylko utwierdziłam się w tym , jak bardzo jesteście wyjątkowi tekst mega ! „Dogs are not our whole live, but they make our lives whole „. Buziaki

    Odpowiedz

  20. Monika Brall

    27/10/2017 at 01:20

    Fantastyczna i inspirująca historia. Powodzenia!

    Odpowiedz

  21. Dorota Czerniakowska

    26/10/2017 at 22:46

    Brawo Wy!

    Odpowiedz

  22. Małgorzata Matyjanka

    26/10/2017 at 22:10

    One more time, gratuluję! Trzymam kciuki i idę w ślady, koniecznie! Buziaki

    Odpowiedz

  23. Karolina Gadomska

    26/10/2017 at 21:52

    Adopcja psa -> ROTTlove -> w czerwcu też odeszłam od biurka Pamiętasz jak byłam u Was na kawie i o tym rozmawiałyśmy? No więc trzęsę portkami codziennie ale to takie „moje portki”

    Odpowiedz

    • makulscy.com

      26/10/2017 at 21:58

      No pewnie, że pamiętam! ❤ Piona! Trzęsiemy razem zatem! Ale jakie to jest fajne uczucie teraz!

      Odpowiedz

  24. Agnieszka Głogowska

    26/10/2017 at 21:41

    No i pofrunęłaś… ❤

    Odpowiedz

  25. Julia Michalczewska

    26/10/2017 at 21:33

    Adopcja psa zmienia życie. To święta prawda. Na lepsze, oczywiście. Gdyby nie nasze adoptowane psiaki nie poznalibyśmy się z moim narzeczonym, a teraz nie karmiłabym naszego synka (i pewnie umknął by mi Twój post ;)

    Odpowiedz

  26. Kamila Fijałkowska

    26/10/2017 at 21:12

    Jesteście super! O widzisz nie wiedziałam że jesteśmy z Michałem z tej samej branży ✌️

    Odpowiedz

  27. Kasia Kosewska

    26/10/2017 at 20:57

    Piękne ❤

    Odpowiedz

  28. Domi Wołk

    26/10/2017 at 20:46

    Bardzo bardzo bardzo się cieszę :)) ❤

    Odpowiedz

  29. Anna Kruszyńska

    26/10/2017 at 20:44

    No! To psa już adoptowałam :)

    Odpowiedz

    • makulscy.com

      26/10/2017 at 20:53

      Za dwa lata będziesz w innym miejscu! Buziaki! Dla Gucia też! ❤

      Odpowiedz

  30. Monika Hampel

    26/10/2017 at 20:35

    Dziękuję za ten tekst jest rewelacyjny i daje mi wiarę że najlepsze przede mną, a zmiany są potrzebne

    Odpowiedz

  31. Marta

    26/10/2017 at 22:32

    Ola, jak to dobrze, że na świecie są ludzie tacy jak Ty, którzy potrafią przełamać obawy, zrobić ten krok w nieznane, a potem dzielić się tym, co przeżyli: plusami i minusami. To naprawde pomaga innym. Dzięki wielkie i trzymam za Was kciuki :) niech się Wam układa jak najlepiej :)

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 22:58

      Dzięki, Martuś!!! Ściskam mocno!

      Odpowiedz

  32. Kasia Bretonissime

    26/10/2017 at 22:31

    Fantastyczny tekst! Tak bardzo się cieszę :)))) Gratuluję odwagi, samozaparcia i pracy, jaką włożyliście w te wszystkie zmiany. Życzę jak najwięcej radości na co dzień!

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 22:59

      Dzięki Kasiu!! Ściskam całą Waszą trójkę <3 <3

      Odpowiedz

  33. Marta

    26/10/2017 at 22:10

    Och, co za post! NO CO ZA POST!!! Ile pozytywnej energii! Gdybym tylko tak umiała i się nie bała, jak się boję (kredyty się same nie spłacą ;) )… Też tkwię w czymś, co w sumie nawet całkiem lubię, ale się tam nie rozwijam, a i szanse na awans zerowe. Czasem w cięższych chwilach mam ochotę to wszystko rzucić, ale… zawsze się jakieś ALE znajdzie.
    Szczerze Cię podziwiam i zazdroszczę tak pozytywnego podejścia do życia. Naprawdę! A że pies wszystko zmienia, to wiadomo! :) Pozdrawiam z Tytusem śpiącym mi na prawym kolanie.
    PS. Redakcję Przyjaciela Psa miałam za ścianą :) Miałam, bo już nie istnieje :(

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:05

      Marta,jak lubisz, to jest naprawdę ok! Ja nie trrrawiłam :(( Chociaż rozumiem, że awans mierzi, no bo ileż można tkwić w miejscu :( U mnie to było 9 lat na TYM SAMYM stanowisku. Masakra :( Pozdro dla Tytusa!!! Kurczę, gdybm wiedziała, że za ścianą to bym wyciągneła Was na spacer,bo raz tam byłam :))

      Odpowiedz

  34. Miśka z Na kanapie siedzi pies

    26/10/2017 at 22:10

    Zdecydowanie nie można odkładać „na później” realizacji marzeń – no chyba, że do ich realizacji potrzeba dużo zasobów pieniężnych, to wtedy trzeba najpierw uzbierać. ;) Adopcja psa to piękne marzenie. <3 Jak miło czytać, że ktoś się realizuje i robi to co lubi. <3 Mimo wszystko trzymam kciuki za dalsze pomysły i rozwój. :D Bo znając życie, coś Wam do głowy jeszcze wpadnie. ;)

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:06

      Dzięki!! :))) I całkiem możliwe,że coś jeszcze wpadnie! :) Nigdy nic nie wiadomo ;) Buziaki!!

      Odpowiedz

  35. Ania | Petrykivka.pl

    26/10/2017 at 22:01

    Kochana… :) To jest ważny tekst. Teraz ciągle słyszę, ile osób boryka się z niespełnieniem, wypaleniem w pracy, brakiem czasu i sił na własne pomysły, hobby, życie. Ja ostatnio też zmieniłam pracę. I czuję się o niebo i kilka chmur lżej! Oczywiście chce się więcej, i być jeszcze bliżej wymarzonej sytuacji. Ale z dobrym nastawieniem to kwestia czasu! :) Tak się cieszę, że Wam obojgu udało się z pracą zdalną, z przebranżowieniem. Ja chcę zacząć jakieś kursy grafika a potem zobaczyć czy da się połączyć z tym co robię teraz (bo generalnie da się :D ), albo ot, dla satysfakcji… Żeby właśnie ta czarna dziura nie wessała, kiepskie uczucie :( do przodu! dużo mocy! <3

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:08

      Dzięki Ania!!! Zaczynaj kurs koniecznie! Grafik brzmi mega :)) Trzymam bardzo mocno kciuki i super się cieszę, że się poznałyśmy :)) Do miłego!! #śmierćczarnejdziurze :)))

      Odpowiedz

  36. Aleksandra Holasz

    26/10/2017 at 19:57

    Podjęliście dobrą decyzję. Serce rośnie!

    Odpowiedz

  37. Ma Ruda

    26/10/2017 at 19:55

    Aleksandro skoro Ty tak to i ja jak na mnie wyjątkowo długo sobie pozwolę.
    Primo każde słowo dotyczące tej strasznej instytucji napisane przez Ciebie mogłabym podpisać własnym nazwiskiem. Nawet to pie…. „Spowodowanie” które bolało mnie od pierwszego wejrzenia…

    Secondo mój animus wzlata pod niebiosa gdy czytam jak myśl ciałem się staje ;)

    Terzo dobro/karma/energia/magia kosmosu jak zwał tak zwał w Waszym przypadku Luśka:) wraca.
    I na szarym końcu coś co napisałaś a ja sparafrazuję jeśli masz obok siebie człowieka który w Ciebie wierzy i w którego Ty wierzysz to możesz zdobyć świat i tego Wam życzę.
    P.S. nie mam zielonego pojęcia czym zajmuje się copywriter ale jeśli będę kiedyś potrzebowała usług takowych to wiem gdzie mieszkasz ;P

    Odpowiedz

    • makulscy.com

      26/10/2017 at 20:48

      Dzięki za te słowa!! ❤❤❤ Luśka wraca! Piękne to jest! I zdecydowanie masz rację w ostatniej kwestii ❤

      Odpowiedz

  38. Beata Chawlowska

    26/10/2017 at 19:53

    Świetny tekst; dziękuję ze uświadomienie, ze w sumie, to nie tak wiele trzeba…No psa, to podstawa, reszta idzie sama

    Odpowiedz

  39. nieśmigielska

    26/10/2017 at 21:44

    podoba mi się to o stawianiu kropek. w nowej pracy postawię bardzo dużo kropek, w trakcie ostatniego miesiąca postawiłam bardzo dużo kropek (wiedza i znajomości) i faktycznie, nigdy nie wiadomo co i kiedy do nas wróci.

    dumna jestem z nas wszystkich!

    aczkolwiek, cały czas nie wiem, gdzie bym była, gdyby nie fotografia i blog :) ale się cieszę, że go kiedyś założyłam i wytrwałam.

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:16

      Rzucili administrację i zaczęli żyć:)) Ja też się cieszę, że wytrwaliśmy, bo czasem łatwo nie było. Jezu, ale ulga :)) Pozdrówcie Hobbity! I czekam na foty – jak zawsze z resztą :) W ogóle to ja Cię w sumie widzę na jakimś World Press Photo, a nie tak wciąż za biurkiem. Soon! :)))

      Odpowiedz

  40. Lilianna M. Spodarec-Stanek

    26/10/2017 at 19:29

    Fantastyczny tekst. Nawet nie wiedziałam, że tak bardzo go potrzebowałam <3. Dziękuję!

    Odpowiedz

  41. Magdalena Stypińska-Cholewa

    26/10/2017 at 19:23

    Samych słonecznych dni!

    Odpowiedz

  42. Ola Ka

    26/10/2017 at 19:19

  43. Pola

    26/10/2017 at 21:15

    Oh! Rzeczywiście wyjątkowy post. Choc kończę dopiero liceum to moje czarne chmury zdecydowanie nadeszły i zastanawiam się co z tym światem jest nie tak, a wy pokazujecie, że wszystko może być po prostu dobrze. Dziękuję za wszystko co robicie, jesteście wspaniali!

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:16

      Dziękuję Pola!! :)) Ściskam!!

      Odpowiedz

  44. Monika Szpura

    26/10/2017 at 19:14

    Najlepszy tekst ever! Dzięki

    Odpowiedz

  45. Jowita Janiszewska-Panowicz

    26/10/2017 at 19:11

    Ola, dziękuję ! <3

    Odpowiedz

  46. Ola

    26/10/2017 at 21:07

    To cudnie motywacyjny tekst. Dajesz sile!!!;

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:17

      Dzięki Ola!! Rany, ale mi miło 😙😙😙

      Odpowiedz

  47. Paulina Wojciechowska

    26/10/2017 at 18:59

    Piekny tekst! <3

    Odpowiedz

  48. Lena

    26/10/2017 at 20:59

    Gęba sama mi się uśmiecha. To fantastyczne, że macie taką odwagę. I nie mam na myśli adopcji psa, bo to zawsze jest najlepsza rzecz na świecie – piszę to jako „pańcia” dwóch piesełów i dwóch kotełów (tak, serio!). Na co dzień zajmuję się zatrudnianiem i nawet nie wiesz, jak bardzo chcę, żeby ludzie, z którymi rozmawiam lubili to co robią. Nie wiem jak często to się zdarza. Sama też szukam zawodowego szczęścia i doskonale rozumiem wszystko, co napisałaś o czasie (każde durne spotkanie, które nic nie wnosi do mojej pracy zabiera mi cenny czas z życia!). Ogromnie się cieszę czytając Twój tekst i baaaardzo mocno trzymam kciuki, żebyście mogli się zawsze realizować i byli szczęśliwymi ludźmi z psem :)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    Odpowiedz

    • Aleks

      26/10/2017 at 23:21

      Lena dzięki za Twój cudowny komentarz! Totalnie rozumiem durne spotkania! Nie trrrawię! Brrr! Ściakam moco Ciebie i Twoją super drużynę :)) Jest moc!!

      Odpowiedz

  49. Agnieszka Smerek

    26/10/2017 at 18:58

    Wciąż wierze, że i mi się to uda…w tym roku po 7 latach odważyłam się na sporą zmianę w moim życiu zawodowym ale wiem, że żadne korpo nie jest moim miejscem. Takie historie jak Wasza pozwalają mieć nadzieje…

    Odpowiedz

  50. Joanna Kiecka

    26/10/2017 at 18:51

    Powodzenia ;)

    Odpowiedz

  51. Martyna Wiejacka

    26/10/2017 at 18:50

    Gratulacje!

    Odpowiedz

  52. Joanna Sadłowska

    26/10/2017 at 18:43

    A mówiłam, że trzeba marzyć?! Marzenia się spełniają! <3 Trzymam kciuki :)

    Odpowiedz

  53. Tati Belenkova

    26/10/2017 at 18:43

    Trzymam kciuki ❤

    Odpowiedz

  54. Iza Zawadzka

    26/10/2017 at 18:40

    Ha ha ha… Zdążyłaś przynajmniej przed kolejną reorganizacją w tej zacnej instytucji!

    Odpowiedz

  55. Marina Furdyna

    26/10/2017 at 18:39

    Najlepiej! Jeszcze puść sobie Budke Suflera, gdzie po burzy przychodzi spokój i pasuje jak ulał! A ja głosuję za jeszcze jedną zmianą- jest szansa na disqusa na blogasku? :D

    Odpowiedz

  56. Asia Biały

    26/10/2017 at 18:33

    No i pięknie!

    Odpowiedz

  57. Ola Wysocka

    26/10/2017 at 18:32

    Amen.

    Odpowiedz

  58. Martyna Szczecińska

    26/10/2017 at 18:30

    Fajne!!!:)

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowany (no worries). Pola obowiązkowe to te z *

Zajrzyj i tu

Ubezpieczenie Luśki w podróży

No jest sens, czy bessęsu?

makulscy.com to blog o podróżowaniu z psem

makulscy[at]gmail.com / makulscy

MASZ
WIADOMOŚĆ!

Zostaw nam swój email.

Raz w miesiącu napiszę
do Ciebie list :-)

Wyjazd z psem - przepisy Norwegia samochodem Podróż z psem - poradnik Berlin z psem TravelPlanner