Jak fajnie spędzić niedzielę w Rydze?

Dwa zupełnie odmienne oblicza miasta.  Wymuskana, elegancka dzielnica Art Nouveau i szemrany, oldskulowy dystrykt moskiewski. Na rozgrzewkę spacer wzdłuż wybrzeża Dźwiny. Na deser czekolada w parku. Co zobaczyć w Rydze? Lecimy!

Jeszcze lepiej byłoby, gdybyśmy się w miarę wyspali. Ale białoruska wycieczka okupująca nasze hotelowe piętro jak na złość nie chciała grzecznie ułożyć się pod kołderką, policzyć kilku baranków i odpłynąć w słodki sen. Nie. Party hard. Jakby jutra nie było. I do tego wszyscy jak jeden mąż radośnie wstali wcześniej niż my (jakim cudem?! wschodnie zdrowie…)  i regularnie trzaskając drzwiami do hallu  tuż przy naszym pokoju schodzili na śniadanie. Od szóstej. Trzask. Trzask. Trzask. Dżisas. Przynajmniej tym razem nie mieliśmy problemów z drzemką i rzucaniem budzikiem o ścianę.

No ale piękna pogoda za oknem, szkoda tracić czasu. W drogę!

Już Sokrates pisał, że najfajniej zacząć weekend spacerem po Ķīpsali, wzdłuż Dźwiny. Z psem i nie tylko. Zapakowani w ciepłe kurtki ruszamy wzdłuż brukowanej uliczki Balasta dambis. Po prawej rzeka, w oddali Starówka i ryski port. Ale ciekawsze widoki mijamy po lewo. Uliczka usiana jest klimatycznymi drewnianymi domami.  Niektóre są odrestaurowane, niektóre unowocześnione, niektóre niszczeją i rozsypują się. Wszędzie cisza i spokój. Oprócz nas nikt chyba jeszcze na spacer się nie wybrał. No więc łazimy sobie spokojnie, nie mogąc powstrzymać się od zaglądanie w co większe okna. Zawsze w takich miejscach zastanawiam się, jakby to było tu mieszkać?

 Riga, KipsalaRiga, Kipsala Riga, Kipsala  Riga, Kipsala Riga, Kipsala Riga, Kipsala Riga, Kipsala

Po spacerze trzeba zjeść. A żeby zjeść, trzeba najpierw zakupy zrobić. Gdzie najlepiej? Ano w Centrāltirgus – w najbardziej znanych w Europie halach targowych.

Centrāltirgus Centrāltirgus

W sumie, to nie wiem czego się spodziewałam. Pięć wielkich hal zbudowanych w 1930r., wpisanych w 1998 roku na listę Unesco. Chyba to Unesco mnie tak trochę zmyliło i w ogóle nie pomyślałam, że to wciąż może być miejsce najnormalniej w świecie użytkowe. Do bólu. Na parkingu dookoła nie wciśniesz szpileczki, każdy robi kilka kółek zanim gdzieś się zatrzyma. I chwila moment już biegnie do Ciebie parkingowy z przenośną kasą – 1,5 EUR za godzinę.

Hale są gigantyczne. Ale same hale to nie wszystko. Handel przenośny kwitnie przed, obok i za nimi. Jakby ktoś nie miał czasu zajrzeć do środka. Na straganach znajdziesz wszystko – od warzyw i owoców (i wag, chciałoby się rzec minionej epoki), po chemię, danonki niemieckie (!) majty, skarpety, piżamy, biżuterie, czapki i starocie (takie konkretne, posowieckie starocie). Klimat jak u nas na Stadionie XX-lecia. Nie, nie teraz. Kiedyś. Raz w życiu byłam i właśnie tak mi to utkwiło w pamięci. Sprzedawcy zakutani w trzy szaliki i grube kurty palą fajki. Walki o klienta raczej nikt nie uprawia. Towar wystawiony – chcesz to kupisz, nie chcesz  – trudno, zaraz i tak pojawi się ktoś inny. Ruch w interesie jest.

Centrāltirgus Centrāltirgus Centrāltirgus

Hale podzielone są tematycznie. Do każdej wchodzisz oddzielnie, ale możesz też przejść pierwsze cztery łącznie. I, o dziwo, tylko na jednym wejściu wisiał znaczek ‘zakaz wstępu psom’. Przezornie do kolejnej, warzywnej, weszłam sama, ale zaraz przy wejściu rzuciły mi się w oczy dwa czworonogi, no więc dawaj, wołam resztę. (Pozostaje pytanie, czy od środka można przyatakować również tę nie psiolubną..?)

Centrāltirgus

Hale są gigantyczne (mówiła już, prawda?) Mimo to, chaos zakupowy na zewnątrz wydaje mi się zdecydowanie większy. W środku wszystko usystematyzowane, równiutko poukładane, wszędzie ceny. I maaaaasa żarcia! Nie potrafię sobie wyobrazić jaki tam jest przemiał. Czy pod koniec dnia półki świecą pustkami? Czy ceny są obniżane, gdy jedzenie nie schodzi? Półki wręcz uginają się pod ciężarem najróżniejszych ryb, chociażby. Gdyby nie usilne powtarzanie, że i tak do domu nie uda nam się nic dowieźć w stanie nieśmierdzącym nakupowałabym ze cztery siaty.

Centrāltirgus Centrāltirgus Centrāltirgus ryga_2 26 urlopnaetacie

Hale, halami, czas zostawić za sobą chaos i zagłębić się w Maskavas forštate. Dzielnica moskiewska – kiedyś przedmieścia, od polowy XIX w. pełnoprawna część miasta. Niby pełnoprawna, ale gorsza. Biedniejsza. Zaniedbana.

I góruje nad nią Patyk. Stary, dobry Patyk, taki jak nasz, ale jednak zupełnie inny. U nas tętni życiem – teatr, knajpy, muzeum, lodowisko. Tam niszczeje, zieje pustką i obrasta kurzem. Niby jest szyld, że można wejść na tras widokowy, ale  jakiś taki wyblakły i niewyraźny.  Nawet nas nie zachęcił do wejścia.

W sumie stoi już, tak? No więc, można by było jakoś go ogarnąć, odświeżyć. I nie chodzi mi wcale o dorobienie drugiej klatki z daszkiem z plexi.

Ryga Ryga

Tym bardziej, że teren wokół ma potencjał, co najmniej na kolejną OFF Piotrkowską. Spīķeru kvartāls, czyli piękne, stare, budynki magazynowe z czerwonej cegły są tuż obok. Po drugiej stronie ulicy niemalże. Odnowione, ogrodzone, zapełniają się powoli kafejkami, restauracjami i galeriami. Jest na wet nowoczesny plac zabaw. Nowe życie tchnięte w stare mury.

Spīķeru kvartāls

Im dalej w las tym ciemniej. Mniej ludzi, mniej samochodów. Mała Moskwa nie woła o turystów. Nie zachęca do łażenia ulicami. Starszy pan, którego spytaliśmy o drogę dziwi się – A co wy tam chcecie oglądać? Trzeba uważać na portfele i oglądać się za siebie. Na pchli targ warto zajrzeć, gdy dzień wcześniej coś zginęło ci z kieszeni. A po zmroku najlepiej omijać.

Ale jest zaledwie południe, słońce przygrzewa, jedziemy.

Ulica Maza Kalan, a w zasadzie jej róg z Maskavas iela kiedyś tętniło życiem rosyjskiej mniejszości. Miejsce spotkań i obchodów świąt prawosławnych. Dziś cicho i prawie pusto. Kilku panów popija drinki na jednej z pobliskich ławeczek. Wzdłuż Maza Kalnej ciągną się drewniane budynki, zaniedbane, często w ruinie, opuszczone. Spacerując czujesz jakby czas zatrzymał się tu w miejscu. Czy warto zahaczać o ten rejon? Warto. O ile hale i magazyny tętnią życiem, dopiero w tych wąskich, pustawych uliczkach możesz sobie wyobrazić jak naprawdę wygląda tu codzienność.

Ryga, Mała Moskwa Ryga, Mała MoskwaRyga, Mała Moskwa Ryga, Mała Moskwa Ryga, Mała Moskwa Ryga, Mała Moskwa

Ładujemy się z powrotem do żaby, mijamy kilka przecznic i… inny świat.

Art noveau wita!

Tu mieszkać to przywilej. Jeden budynek ładniejszy od drugiego, dekoracje bardziej zmyślne, balkony bardziej powykręcane. Francja elegancja, chociaż to niemiecki styl miał największy wpływ na twórczość łotewskich architektów.

Chłopaki (no niestety, równouprawnienie żadne…) stawiali na motywy kwiatowe, ptaki, zwierzęta i muszle. Zewnętrzny wygląd budynku miał odzwierciedlać jego przeznaczenie, a wszystko co użyteczne miało być po prostu ładne.

Ówczesnym guru był niejaki Mikhail Eisenstein, który do powyższego katalogu wzorów wprowadził elementy mitologiczne i człowiecze (tak po prostu). Co więcej, Mikhail targany sprzecznymi uczuciami do swojej żony, w projekty kolejnych budynków wplatał motywy femme fatal. Mówi się, że sprawiał, że budynki płakały. Projektował coraz to nowe twarze z otwartymi ustami, których niemy krzyk miał pomagać mu uwolnić emocje.

I co? I w końcu koledzy uznali go za ekscentryka. Niezrównoważonego wręcz.  A jego prace za kiczowate. I jak tu być oryginalnym? Na szczęście ostracyzm środowiskowy nie wpłynął na chodliwość budynków Eisensteina i do samego opuszczenia przez niego Rygi budynki sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Ponoć obecnie metr kwadratowy kamienicy jego projektu kosztuje bagatela 6 000 EUR.

 Koniec gadki, przejdźmy do fotek.

Ryga, SecesjaRyga, Secesja Ryga, Secesja Ryga, Secesja Ryga, Secesja Ryga, Secesja Ryga, SecesjaRyga, SecesjaRyga, Secesja Ryga, Secesja

Ładnie, prawda?

Wersja dla wytrwałych – wałęsać się po całym Nowym Mieście tropiąc co ciekawsze ornamenty na około 800 budynkach. Wersja kompaktowa (nasza) zrobić prostokątną rundkę (yyhh.. nie znajdę lepszego określenia. Wybacz.) ulicami Elisabetes, Antonijas, Alberta i Strēlnieku.

Na koniec popołudnia spacer po parku Kronvalda. I czekolada z Laimy. Dzień w Rydze zaliczony!

Ryga, Secesja

Czekolada Laima, Ryga

Będziemy teraz jeść czeko? Serio?

Ryga, Secesja

Nawet Puszkin pochwala.

DSCN5274

A dlaczego akurat tutaj Puszkin, zapytasz? Historia jest nad wyraz romantyczna. Podobno tuż nieopodal parku miał on po raz kolejny spotkać swoją muzę, Annę Kern. Kolejne spotkanie, aczkolwiek, tak niesamowite, że na jego pamiątkę napisał jeden ze swoich najbardziej znanych wierszy „Do ***”. I to na dwa lata przed konsumpcją związku. Ach ten romantyczny Aleksander…

ityle2_s

17 Comments

  1. jakoś mnie Ryga nie przekonała, dwa razy byłam i no nie, niekoniecznie. Ale od jakiegoś czasu chodzi za mną, żeby dać jej drugą szansę i swoimi wpisami mnie zachęcacie bardzo, że powinno się to wydarzyć jak najszybciej! na pewno alternatywnych fajnych miejsc tam sie trochę znajdzie :D

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      Na pewno! Chociaż klimat zupełnie inny niż w Wilnie. Myślę, że szczególnie w Małej Moskwie trzeba by było więcej ‚pogrzebać’ :

  2. Uwielbiam miejsca, do których mozna normalnie wejść z psem. I nic mnie tak nie wkurza jak bardzo typowe w Polsce podejście „a pies/ kot (kot w klatce) to na zewnątrz musi zostać. O np na stacji benzynowej. Jakby najbardziej groźnym składnikiem na stacji była sierść psa. No ale, trochę nam jeszcze cywilizacji brakuje.

    A przewodnik po Rydze bardzo fajny. Byłam tam bardzo dawno, w 2003, tylko przejazdem wiec zobaczyłam wyłącznie ścisłe centrum. Ale jest po co wracać :)

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      Ewo! Absolutnie się z Tobą zgadzam! Mnie też wkurzają miejsca, do których nie można wchodzić z śierściuchem. Przecież wiadomo, że opiekun jest odpowiedzialny za ogarnięcie zwierzaka, tak żeby nikomu w drogę nie wchodził i nie przeszkadzał. Stacje benzynowe? Masakra. Zawsze musimy wchodzić na zmianę, a często nawet nie ma gdzie psensownie rozprostować łap w okolicy. Bez sensu :(
      Dzięki, że do nas zajrzałaś! Ściskam!

  3. Baaaardzo fajnie się czyta! :) Do tego świetne fotki, no i duży plus za podróżowanie z psem – moja Tusia jeszcze dalej niż na Półwysep Helski się nie wybrała… ;) Zachęciliście mnie do odwiedzenia Rygi. Widać, że miasto jest pełne kontrastów… A te hale targowe – wyglądają prawie tak, jak nasza, gdyńska – tylko o wiele większe :D
    Pozdrawiam serdecznie!
    Ania z http://www.born2travel.pl

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      Dzięki Aniu! :) Dawaj z Tusią do Rygi! Znaleźliśmy super miejsce dla psiaków, nieopodal centrum (będzie już niedługo w podsumowaniu). Pozdrawiam!
      P.S. Gdyńska hala targowa – dopisana do listy must-see!

  4. W małej Moskwie rzeczywiście było dziwnie. Patrzyli się na nas jak na dziwaków, ale najgorsze były te dzieciaki, jak z warszawskiej Pragi ;)

  5. Dopiero odkryłem tego bloga (no dobra, nie odkryłem, ale przeczytałem Wasz komentarz na innym ;)).
    Na prawdę świetnie się czyta – z nas (mnie, żony i psiaka) jeszcze żadni podróżnicy, ale na pewno w przyszłym roku planujemy kilka ”grubszych” wycieczek z psem. Raczej w kraju narazie ;)

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      Patryku, dzięki za miłe słowa! :) Fajnie, że planujecie kolejne wycieczki razem. Dla mnie wyjazdy bez Luśki to już absolutny no-go, bo zatęskniłabym się na śmierć :)) My w Polsce też mamy jeszcze sporo do obejrzenia, tylko wciaż za mało urlopu… Pozdrawiamy!

      • My już nie pamiętamy nawet co to urlop ;)
        Ostatnio byliśmy w marcu na 4 dni w Rzymie i tyle. W zeszłych latach to już w ogóle marnie wyszło. Teraz ja mamy szczeniaka to będzie jeszcze ciężej, bo to wcale nie takie proste znaleźć fajne miejsce, ale żeby nie tylko tolerowało, ale mile widziało psy.

  6. W Rydze miałam okazję być niestety tylko kilka godzin z racji długiej przesiadki samolotowej, więc zdążyłam zobaczyć tylko stare miasto – zachwycające! A Wasze zdjęcia z rybnej części hali… mmm, lubię takie miejsca :)

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      Tak! Ja też uwielbiam takie miejsca :) W podobnej hali targowej byliśmy jeszcze w Colmar, w Alzacji. Mnóstwo serów pysznych było!

  7. Marzena

    Byliśmy w Rydze przesiadkowo tylko przez kilkanaście godzin, i wybraliśmy te drewniane domki. Super okolica!

  8. Koralina

    Mi jakoś bardziej do gustu przypadła ta „brzydka” część, ale ja lubię takie klimaty:) Narobiliście mi apetytu;)

    • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

      Klimat jest, zdecydowanie! Chociaż mi chyba mimo wszystko najbardziej podobaly się drewniane domki na wyspie :)

  9. Ach, te ładne, drewniane domki. Cudo.
    Szkoda, że u nich „patyk” niszczeje, przecież można by było to miejsce dobrze wykorzystać.
    Budynki na Nowym Mieście zadbane, architektura ładna – szkoda, że nasza Starówka już tak ładnie zadbana nie jest. :/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *